Skąd ten SURFING – czyli marzenia z dzieciństwa spełniają się cz. I

Follow

O tym, że dziecięce marzenia spełniają się w najmniej oczekiwanym momencie i jak czasem bezwiednie im w tym pomagamy.

UWAGA! CZYTANIE TEGO TEKSTU MOŻE WCIĄGNĄĆ W DŁUGOTRWAŁE UZALEŻNIENIE!!!

Zamknij oczy i przypomnij sobie swoje marzenia z dzieciństwa… Nawet te najbardziej odjechane. Czy któreś się spełniło?

Cóż nie każdy może być strażakiem, gwiazdą POP czy astronautą…

Mój brat na przykład chciał być Szwajcarem. Dlaczego? Nie dlatego, że z perspektywy Polski lat ‘90, ten alpejski kraj mógł się wydawać prawdziwym Eldorado, ale po prostu miał taką fajną książeczkę o Szwajcarii. I chyba coś z tych dziecięcych marzeń zostało, bo teraz kończąc studia na Politechnice mówi, że chciałby pracować w CERNie.

Ja pamiętam, że w dzieciństwie chciałam zostać łyżwiarką figurową i jechać na Olimpiadę. Mając jakieś 7 lat napisałam list do św. Mikołaja prosząc go o łyżwy pod choinkę.

Ku mojej wielkiej radości pod choinką znalazły się łyżwy. Następnie zmusiłam tatę, żeby zabrał mnie na ślizgawkę. Przez 2 godziny trzymając tatę za rękę próbowałam coś zdziałać, co chwilę przewracając się i obijając kolana. Ale nie poddawałam się. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądały potem moje kolana i minę mojej mamy. To również mnie nie zraziło, a mama zrobiła mi ochraniacze przyszywając do starych spodni kawałki gąbki (to były czasy, kiedy takie rzeczy robiło się samemu, a nie zamawiało w necie;).

Zawziętość podczas pierwszej ślizgawki i sine kolana nie poszły na marne, bo już przy następnej okazji, okazało się, że potrafię się całkiem dobrze ślizgać (po jeziorze, ale tss nie próbujcie tego sami – zresztą zimy kiedyś były ostrzejsze, a jeziora porządnie zamarznięte, nie to, co teraz – ocieplenie klimatu i takie tam).

Finał tej historii jest taki, że nie, nie zostałam łyżwiarką. Pomimo szczerych chęci w wieku 7 lat, nie miałam możliwości pobierania niezbędnych nauk i po dziś dzień łyżwy pozostały w sferze hobby. Nie umiem nawet zrobić piruetu, ale dostarczyły mi przez te wszystkie lata wiele dobrej zabawy. Kilka lat temu wzięłam nawet udział w triathlonie zimowym, gdzie zamiast pływania była jazda na łyżwach (jako jedyna wystartowałam w figurówkach, trochę to dziwnie musiało wyglądać, ale kto by się przejmował;)

little girl with ice skates

Ale dlaczego o tym piszę? Ponieważ dzisiaj wcale nie żałuję tego, że to marzenie się nie spełniło. Jak widać nie wszystko, czego pragniemy jako małe brzdące pokrywa się z tym, czego chcemy w dorosłym życiu.

Wrócę jeszcze do przykładu mojego brata, który zanim jeszcze dostał książeczkę o Szwajcarii, zapałał gorącą miłością do śmieciarki, która codziennie pojawiała się pod blokiem. Obserwował ją zawsze przez okno i twierdził, że jak dorośnie zostanie śmieciarzem i sam będzie taką jeździł. Tak się nie stało. Zamiast tego skończył mechatronikę i pracuje w Centrum Badań Kosmicznych, więc może kiedyś będzie sprzątał gwiezdny pył;)

To, że nie każde marzenie się spełnia jest jak najbardziej OK. Jednak jak wielu z Was patrząc na siebie z przed 20, 30, 40 lat, widzi, że nie spełniło się żadne z dziecięcych czy młodzieńczych marzeń? A może nawet nadal są gdzieś głęboko w sferze Waszych pragnień, tylko uważacie, że już na to za późno, nie wypada, nie macie możliwości itp

Nawet nie wiecie, jak bardzo się mylicie. Nigdy nie jest za późno na realizację przynajmniej części dziecięcych marzeń, ale kluczem do sukcesu jest … że trzeba im po prostu trochę pomóc;)

Opowiem Wam teraz o innym moim marzeniu. Przenieśmy się do czasów kiedy byłam nastolatką – początek liceum.

Nie mieliśmy wtedy Facebooka (tak, to możliwe;) szczególnie jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, że Mark Zuckerberg też był wtedy w liceum:), więc oglądaliśmy namiętnie MTV i inne tego typu programy. Ktoś pamięta MTV Cribs czyli odwiedziny w wypasionych domach gwiazd? Na mnie jakoś te ville w Beverly Hills nie robiły wielkiego wrażenia, dopóki MTV nie zawitało na Hawajach w domu młodziutkiego surfera (dziś wiem, że był to John John Florence – wówczas jeszcze dzieciak;). Był to dość prosty dom, ładny ale bez żadnych luksusów, za to przy samej plaży!

Dom domem, ale to wtedy właśnie po raz pierwszy zobaczyłam SURFING – ten prawdziwy, na fali. WOW – pomyślałam, to było coś niesamowitego, wspaniałego i jednocześnie bardzo bardzo niedostępnego. Hawaje, Australia, Kalifornia – te wszystkie słynące z surfingu miejsca były tak odległe od naszej szarej rzeczywistości w Polsce, która wtedy nawet nie była jeszcze w Unii Europejskiej.

Marzenie nastolatki o surfingu pozostawało przed długi czas jedynie marzeniem potęgowanym od czasu do czasu surferską sceną w jakimś filmie, dokumentem o Hawajach na National Geographic bądź transmisją z zawodów na Eurosporcie.

cdn…

A co z długotrwałym uzależnieniem? Zobaczysz, jak przeczytasz część II ;)

p.s. ta słodka dziewczynka z łyżwami to nie ja!

Skoro dotarłaś(łeś) do samego końca, zostaw proszę komentarz i podziel się swoimi przemyśleniami. Chętnie Cię poznam:)

Kocham sporty ekstremalne, fotografię i podróże…
(Visited 239 times, 1 visits today)

Related Post

  • http://www.messbyus.com Bogusia Probierz

    może to lepiej, że niektóre marzenia się nie spełniają :D ale ważne jest by próbować. Ja nadal marzę o surfingu! :) jeszcze nie próbowałam, a strasznie mnie do tego ciągnie! Czekam na część drugą :)

    • http://liquiddreams.pl/ Aina liquiddreams.pl

      Zapraszamy z nami na surfing kiedyś:) A druga część w tym tygodniu na pewno będzie :)

  • http://www.PrimoCappuccino.pl/ Ania Myszkowska

    Jak nauczę się pływać i pokonam wszelkie wodne strachy, zgłoszę się do Ciebie po lekcje z tego szaleństwa :)) Cudnie, że idziesz za tym, co kochasz!

    • http://liquiddreams.pl/ Aina liquiddreams.pl

      :) Zapraszam i polecam to szaleństwo :)